
Dwóch mężczyzn wyniosło krwawiącego 29-latka z klubu i zostawiło na chodniku w centrum miasta. Policja podejrzewa ochroniarzy lokalu - dowiaduje się "Gazeta". Rannego uratowała pracowniczka miejskiego monitoringu .
Noc z czwartku na piątek, róg ul. Dworcowej i Gdańskiej. Dwóch mężczyzn wychodzi z klubu Euphoria. Podtrzymują trzeciego, ciągnąc go za sobą. Po kilku metrach porzucają na chodniku. I wracają do klubu.
Nie wiedzą, że wszystko obserwuje na ekranie monitora pracowniczka straży miejskiej, która pełni akurat nocny dyżur w Komendzie Miejskiej Policji w Bydgoszczy. Kobieta widząc, że leżący mężczyzna się nie rusza, wzywa patrol. Policjanci kilka minut później są na miejscu. - Ten człowiek krwawi - zgłaszają dyżurnej, a ta wzywa pogotowie.
- Ktoś zranił go nożem, to rana kłuta tętnicy udowej - stwierdza lekarz, który po opatrzeniu mężczyzny decyduje o przewiezieniu go do szpitala wojskowego.
Jak dowiaduje się "Gazeta", ofiara to 29-latek z Bydgoszczy. Kto go zranił? Kim byli mężczyźni, którzy porzucili go na ulicy?
Policja oficjalnie o całym zdarzeniu nie chce rozmawiać. Maciej Daszkiewicz, rzecznik bydgoskich policjantów, potwierdza tylko, że miało miejsce: - Mężczyźni w nocy wynieśli rannego z klubu przy ul. Dworcowej. Został przewieziony do szpitala. Oczywiście szukamy podejrzanych - mówi.
Euphoria mieści się przy ul. Gdańskiej 15 (nad Empikiem), ale wchodzi się do niej od strony ul. Dworcowej. Wszystko co działo się w nocy z czwartku na piątek pod klubem, zarejestrowały dwie kamery: miejska, zamontowana w pobliżu hotelu Pod Orłem (to obraz z tej kamery widziała dyżurna monitoringu) i klubowa, umieszczona tuż przy wejściu do lokalu.
Nad ranem wejście do klubu zapieczętowano i ogrodzono policyjną taśmą. Wczoraj do Euphorii przyjechali kryminalni z komisariatu śródmieście. Rozpoczęły się przesłuchania świadków. Policyjni technicy zabezpieczali ślady.
- Wiele wskazuje na to, że rannego wynieśli i porzucili ochroniarze z klubu. Byli pokaźnej postury i działali bardzo sprawnie - mówią nieoficjalnie policjanci. Jak się dowiedzieliśmy, wczoraj zatrzymano dwóch podejrzanych. Zajmowali się ochroną klubu.
Menedżer Euphorii Wiesław Naklicki: - Moi ludzie są niewinni. Policjanci chcą zapis z mojego monitoringu, ale u mnie była spokojna impreza, goście świetnie się bawili i nic niepokojącego się nie działo. Mój klub mieści się na piętrze, to samo wejście należy też do Empiku i jakiegoś biura - tłumaczy. - Parter to wspólna powierzchnia, nie odpowiadam za to, co się tam stało.
Ale w nocy Empik jest zamknięty, w biurze też o tej porze jest pusto - przypominam.
- Nie wiem, co się stało. Ale jestem pewny, że w tym incydencie nie brali udziału moi pracownicy, a już z pewnością nie ochroniarze - zapiera się Naklicki. - Może wyglądają surowo, potężnie, ale to inteligentni, spokojni ludzie.
Wczoraj zamknięta była nie tylko dyskoteka, ale do godz. 11 nieczynny był również Empik.
Ciągle nie wiadomo, kto ugodził nożem 29-latka. Ranny bydgoszczanin przebywa na oddziale intensywnej terapii medycznej. Lekarze określają jego stan jako poważny, ale stabilny. - Miał dużo szczęścia - mówi Jarosław Marciniak, zastępca komendanta szpitala wojskowego w Bydgoszczy. - Gdyby nikt go nie zauważył na tym chodniku i leżał tam dłużej, szybko wykrwawiłby się i nie udałoby nam się go uratować.
Policja jeszcze nie przesłuchała rannego bydgoszczanina, nie pozwalają na to lekarze.