| Porzucili rannego na ulicy. Uratował go monitoring |
|
|
| | poniedziałek, 23 sierpnia 2010 11:02 | |
|
Noc z czwartku na piątek, róg ul. Dworcowej i Gdańskiej. Dwóch mężczyzn wychodzi z klubu Euphoria. Podtrzymują trzeciego, ciągnąc go za sobą. Po kilku metrach porzucają na chodniku. I wracają do klubu. Nie wiedzą, że wszystko obserwuje na ekranie monitora pracowniczka straży miejskiej, która pełni akurat nocny dyżur w Komendzie Miejskiej Policji w Bydgoszczy. Kobieta widząc, że leżący mężczyzna się nie rusza, wzywa patrol. Policjanci kilka minut później są na miejscu. - Ten człowiek krwawi - zgłaszają dyżurnej, a ta wzywa pogotowie. - Ktoś zranił go nożem, to rana kłuta tętnicy udowej - stwierdza lekarz, który po opatrzeniu mężczyzny decyduje o przewiezieniu go do szpitala wojskowego. Jak dowiaduje się "Gazeta", ofiara to 29-latek z Bydgoszczy. Kto go zranił? Kim byli mężczyźni, którzy porzucili go na ulicy? Policja oficjalnie o całym zdarzeniu nie chce rozmawiać. Maciej Daszkiewicz, rzecznik bydgoskich policjantów, potwierdza tylko, że miało miejsce: - Mężczyźni w nocy wynieśli rannego z klubu przy ul. Dworcowej. Został przewieziony do szpitala. Oczywiście szukamy podejrzanych - mówi. Euphoria mieści się przy ul. Gdańskiej 15 (nad Empikiem), ale wchodzi się do niej od strony ul. Dworcowej. Wszystko co działo się w nocy z czwartku na piątek pod klubem, zarejestrowały dwie kamery: miejska, zamontowana w pobliżu hotelu Pod Orłem (to obraz z tej kamery widziała dyżurna monitoringu) i klubowa, umieszczona tuż przy wejściu do lokalu. Nad ranem wejście do klubu zapieczętowano i ogrodzono policyjną taśmą. Wczoraj do Euphorii przyjechali kryminalni z komisariatu śródmieście. Rozpoczęły się przesłuchania świadków. Policyjni technicy zabezpieczali ślady. - Wiele wskazuje na to, że rannego wynieśli i porzucili ochroniarze z klubu. Byli pokaźnej postury i działali bardzo sprawnie - mówią nieoficjalnie policjanci. Jak się dowiedzieliśmy, wczoraj zatrzymano dwóch podejrzanych. Zajmowali się ochroną klubu. Menedżer Euphorii Wiesław Naklicki: - Moi ludzie są niewinni. Policjanci chcą zapis z mojego monitoringu, ale u mnie była spokojna impreza, goście świetnie się bawili i nic niepokojącego się nie działo. Mój klub mieści się na piętrze, to samo wejście należy też do Empiku i jakiegoś biura - tłumaczy. - Parter to wspólna powierzchnia, nie odpowiadam za to, co się tam stało. Ale w nocy Empik jest zamknięty, w biurze też o tej porze jest pusto - przypominam. - Nie wiem, co się stało. Ale jestem pewny, że w tym incydencie nie brali udziału moi pracownicy, a już z pewnością nie ochroniarze - zapiera się Naklicki. - Może wyglądają surowo, potężnie, ale to inteligentni, spokojni ludzie. Wczoraj zamknięta była nie tylko dyskoteka, ale do godz. 11 nieczynny był również Empik. Ciągle nie wiadomo, kto ugodził nożem 29-latka. Ranny bydgoszczanin przebywa na oddziale intensywnej terapii medycznej. Lekarze określają jego stan jako poważny, ale stabilny. - Miał dużo szczęścia - mówi Jarosław Marciniak, zastępca komendanta szpitala wojskowego w Bydgoszczy. - Gdyby nikt go nie zauważył na tym chodniku i leżał tam dłużej, szybko wykrwawiłby się i nie udałoby nam się go uratować. Policja jeszcze nie przesłuchała rannego bydgoszczanina, nie pozwalają na to lekarze.
Autor: Małgorzata Czajkowska Źródło: bydgoszcz.gazeta.pl |
|





